15 Luty 2010
Taj Mahal
Sesje zdjeciowe z Tajem w tle, Fort w Agrze
Dziś obudziłyśmy się o 6 rano, by zobaczyć Taj Mahal o wschodzie słońca. Wczoraj umówiłyśmy się z rykszarzem, żeby po nas przyjechał. Ubrałam się dziś w sari, które kupiłam w Jaipurze (rajastańskie sari - dlatego zawiązałam je przez prawe ramię). Rano trochę było mi zimno...czekałyśmy i czekałyśmy i nikt się nie pojawił. Wróciłyśmy więc do hotelu, zjadłyśmy śniadanie i zamówiłyśmy inną rykszę. Do Taja dotarłyśmy już po wschodzie słońca, ale jeszcze dość wcześnie by obserwować jego doskonałą sylwetkę powoli wyłaniającą się z porannych mgieł.
Wszycy wciąż zachwycali się moim sari :))) Zrobiłyśmy sobie całe serie zdjęć na wszystkich słynnych ławkach przed Tajem. Szczególnie zależało mi na tej jednej ławce na wprost Taja, która tak często występuje w filmach bollywoodzkich. O tej porze nawet nie było dużo ludzi więc można było poczuć się królewsko i spokojnie przechadzać się po olbrzymich ogrodach i całym założeniu. Jamunę jeszcze spowijały senne mgły, zza których delikatnie wyłaniały się sylwetki łodzi, jakichś ludzi i mnóstwa ptaków.
Jacyś Koreańczycy poprosili mnie bym pozwoliłam im zrobić ze sobą zdjęcie... hihihi...
Po zwiedzeniu Taja udałyśmy się do Fortu w Agrze. Olbrzymie założenie pałacowe i ogrodowe nieco przytłacza. Nadana mu rola pustego muzeum, nieco utrudnia zwiedzanie. Wspaniale ozdobione ściany milczą, przestały już sławić bogactwo i dostojeństwo swoich władców. Są jedynie świadkami minionych czasów. Odnosi się tu dziwne odrealnione wrażenie przechodząc po krużgankach i dziedzińcach pałacu. Dawne przeznaczenie i waga tych budowli dawno zostały zapomniane dziś są jedynie abstrakcyjnymi konstrukcjami, jak np. czarny tron Jahangira, czy ażurowe portyki na dziedzińcach i tarasach.
Zmęczone zwiedzaniem zaczęłyśmy się już troche wygłupiać i porobiłyśmy sobie kilka sesji zdjęciowych. Spotkałyśmy też jakichś turystów, którzy porobili sobie ze mną zdjęcia. Zaczęłam już myśleć, że może się ze mnie śmieją, może jakoś strasznie źle zawiązałam sari. Później się okazało, że pewnie powinnam bardziej stranannie ułożyć pallu, ale tak to wszystko było ok. Spotkałyśmy też Polaków mieszkających na stałe w Chinach. Bardzo miło się z nimi rozmawiało. Bardzo wychwalali Chiny, chyba w następną wielką podróż właśnie tam się udam... choć czekają na mnie jeszcze Filipiny... no i muszę odwiedzić jeszcze mój wymarzony Punjab i dokładniej poznać Rajastan...
