21 Luty 2010
Podróż do Khajuraho samochodem
Indyjskie drogi
Do Khajuraho postanowiłyśmy pojechać samochodem. Miałyśmy już wiele doświadczeń z pociągami, poza tym do Khajuraho nie ma bezpośredniego połączenia kolejowego. Trzeba by jechać najpierw do Jansi, a dalej autobusem. Tak robi większość turystów, ale my nie chciałyśmy się męczyć i wybrałyśmy nieco droższy ale wygodniejszy sposób podróży.
Wyruszyłyśmy o 10:00 i dotarłyśmy ok. 18, z tym że zrobiłyśmy sobie godzinną przerwę na lunch. Nasz kierowca nie mówił po angielsku, jednak właściciel firmy wypożyczającej samochód wszystko mu wytłumaczył przed podróżą i nie było żadnych problemów.
Trochę się nam dłużyła podróż, jednak widoki za oknem wciąż przykuwały naszą uwagę. Indyjskie drogi nie są takie złe, jak się o nich mówi. Są odcinki, które wyglądają lepiej niż nasze polskie drogi. Czasem jednak, choć dość rzadko, zdarza się że droga jest prawie nie do przejechania. Bardzo wąska i pełna wybojów.
Dopiero w Indiach człowiek docenia klakson. Wszyscy turyści narzekają, że Hindusi go nadużywają i że jest strasznie głośno, a on spełnia najważniejszą rolę w ruchu drogowym. Kiedy Hindus jedzie krętą, bardzo wąską ulicą w upalny dzień, to na nic zda mu się sygnalizowanie światłem, najlepszy jest klakson, który wciąż woła: "uwaga! jadę! zejdźcie z drogi!". Na drogach jest bardzo bezpiecznie, nigdzie nie widziałam szalejących kierowców, wszyscy jeżdżą bardzo powoli i ostrożnie. Najszybciej jak jechałyśmy, to maksymalnie 100 km/h. Wszędzie są " leżący policjanci" i inne przeszkody, które wymagają od kierowcy żeby zwolnił (czasem zupełnie niepotrzebnie). Z tego powodu taki dystans, jak 300 km to już nie lada wyzwanie i jedzie się przynajmniej z 6 godzin.
Kiedy dojechałyśmy przed hotel było już ciemno. W hotelu już na nas czekano i dano nam całkiem porządny pokój za stosunkowo niewielką cenę. Miałyśmy nawet płaski telewizor w pokoju, na którym oglądałam wieczorem po raz n- ty Bhool Bhulaiya :)))
