Powrót

22 Luty 2010

Khajuraho

Świątynie, chopaki z ulicy, przedstawienie wieczorne i inne przygody...

Rano poszłyśmy oglądać słynne świątynie w Khajuraho. Zaczęłyśmy od grupy wschodniej. Bardzo piekło słońce, ale we wnętrzach świątyń było nawet chłodno, tyle, że one są najciekawsze z zewnątrz. Sceny z kamasutry są przereklamowane i wcale ich tak dużo nie ma. O wiele ciekawsze są studia kobiet, które przedstawione są w każdym aspekcie życia codziennego: podczas tańca, kąpieli, czesania się, opieki nad dzieckiem. Potrety te są bardzo realistyczne i widać wielką dbałość o detale. Rzeźby świątyń zdają się wychwalać i głosić piękno kobiet, zarówno to cielesne, jak i duchowe.

Po obejrzeniu kilku takich świątyń człowiek robi się szybko zmęczony i wszystko wydaje się jednakowe. Niemożliwe jest by widząc te rzeźby po raz pierwszy, rozpoznać czy choćby docenić różnice stylistyczne czy ikonograficzne. Trzeba by było być bardzo przygotowanym by świadomie je oglądać. Przeciętny turysta patrzy się i nie mając potrzebnej wiedzy, nic nie widzi.

Po drodze zaczepiało nas mnóstwo miejscowych chłopców i sklepikarzy. Szególnie dwoje się do nas przyczepiło: Ashok i Sanju. Ashok zaskoczył nas zaczepiając nas po polsku. Wyobraźcie sobie jakie to niesamowite wrażenie, kiedy gdzieś w środku Indii mały brązowy Hindus nagle zaczyna gadać po polsku i to wcale nie zwykłe "dzień dobry", tylko od razu całe zdania, jak: "Jak ci się podobają świątynie w Khajuraho?", itd.

Jak tylko kupiłyśmy chłopakom lody, stwierdzili że bardzo kochają Polaków i postanowili nas oprowadzić po swojej wiosce i wszystkich innych grupach świątyń porozrzucanych po okolicy. Tak się zaczęła nasza wędrówka przez wioskę Khajuraho w piekącym indyjskim słońcu. Chłopcy opowiadali nam o sobie, o swoim życiu, o szkole i o swojej rodzinie, przystając przy każdym drzewie i opowiadając co to za drzewo i co z nim można zrobić. Tu się wreszcie dowiedziałam, że mango dojrzewa dopiero w kwietniu i dlatego nigdzie nie mogę dostać porządnego lassi :)) A liście drzewa, podobnego do akacji (może to jednak jest akacja) używa się do leczenia malarii. Opowiadali nam też o drzewach benian i jeszcze innych, których zapomniałam.

Potem pokazali nam różne świątynie, ale najciekawiej było się tak razem włóczyć i sobie rozmawiać. Gdzieś po drodze spotkałyśmy jakieś kobiety, które jak zobaczyły moje dziumki zaczęły śpiewać jakiąś piosenkę, ale chłopcy nie umieli jej powtórzyć, za to zaśpiewali nam piosenkę "Paisa, paisa" - o pieniądzach...

Następnie wkroczyliśmy w kręte uliczki starej wioski. Tam dowiedziałyśmy się, że indyjskie kobiety nacierają podłogi i progi przed domem krowimi plackami, żeby odstraszyć komary. Oczywiście wszędzie było idealnie czysto. Na kolejnych domach powypisywane były jakieś cyfry, które okazały się oznaczeniem domów, w których zaszczepiono dzieci na polio. Nieco dalej zobaczyłyśmy cały obmalowany dom. Tam miało odbyć się wesele i tak oznaczono dom, by goście tam trafili.

W końcu doszłyśmy do grupy świątyń dżinijskich. Już z oddali widać było ich śnieżno - białe szczyty. Większość świątyń jest nowa, tylko kilka starych się zachowało.

Trudno sobie było wyobrazić jak te wszystkie egzotyczne budowle wyglądały kiedy były porośnięte dziką dżunglą. Teraz wszystko jest porządnie odnowione i idealnie czyste (aby wejść do środka trzeba oczywiście zdjąć buty jak w każdej świątyni w Indiach).

Za każdym razem jak wchodziłyśmy zwiedzać świątynię, chłopcy się oddalali, przybiegali dopiero jak wychodziłyśmy. Za żadne skarby nie chcieli z nami wejść i zwiedzać. Zdaje się, że nie są tam mile widziani, może przez przewodników, którzy boją się konkurencji, a może z powodu niskiej kasty.

W drodze powrotniej wzięłyśmy ryksze i wszyscy ściśnięci wróciliśmy na główną ulicę, przed nasz hotel.

Wieczorem wybrałyśmy się na pokaz lokalnego tańca. Ashok mówił, że będzie tam tańczył, ale nie wypatrzyłam go wśrod tancerzy. Samo widowisko, widać, że jest organizowane przez rządową organizację (Madhya Tourism), bo brak mu profesjonalizmu i wyraźnie popada w rutynę, czego przyczyną na pewno jest fakt, iż jest codziennie wystawiane. Tancerze nieco gubią kroki i patrzą na siebie zdezorientowani co dalej. Jednak co najważniejsze to mają dobrą zabawę i potrawią to pokazać, tak że prawie zarażają nią publiczność.

<< Poprzedni dzień | Następny dzień >>