Powrót

24 Luty 2010

Pierwszy dzień w Varanasi

Pierwsza noc i poszukiwanie nowego hotelu, moja choroba i uzdrowienie :)

Po prawie nie przespanej nocy chciałam już szukać nowego hotelu. Stwierdziłam, że nie bedę jeść w restauracji hotelowej, więc wybrałyśmy się poszukać jakiegość innego miejsca. Znalazłam pewnien hotel Pallavi International, który na zdjęciach w internecie wyglądał obiecująco. Tam się wybrałyśmy na śniadanie. Zdziwiło mnie nieco, że dostałam czajkę w imbryku, a nie tylko małą filiżankę. W każdym bądź razie najadłyśmy się i trochę się lepiej poczułam, nie na długo, jak się to miało później okazać. Następnie obejrzałyśmy pokoje, trochę zbyt zwyczajne jak na swoją cenę, więc przed podjęciem ostatecznej decyzji postanowiłyśmy jeszcze zobaczyć inne hotele.

Pojechałyśmy do Clarksa, tam się jednak okazało, że tu pokoje są nie na naszą kieszeń. Wychodząc z tego luksusowego hotelu chciałyśmy złapać rykszę, a tu nagle napadli nas rykszarze i taksówkarze i dawaj przekrzykiwać swoje oferty i wciąż się zbliżali i pchali na mnie. W końcu udało nam się wynegocjować przyzwoitą cenę i wyjechałyśmy wreszcie z tej snobistycznej "bogatej" dzielnicy hotelowej.

Po drodze przyuważyłam hotel Pradeep. Każdemu kto jedzie do Varanasi radzę spróbować zatrzymać się w tym hotelu. Już myślałam, że dostaniemy tam pokój, jednak nie było żadnego wolnego aż na trzy noce. Standard hotelu jest taki jak w hotelu Ajanta w którym się zatrzymałyśmy w Delhi, albo hotel Ranjit's Lakeview w Bhopalu. Czyste i wygodne pokoje z oknem, telewizorem, łazienką (ten droższy ma nawet porządny brodzik pod przysznicem). Jest też winda w hotelu i miła obsługa.

Zawiedzione, że jednak z przeprowadzki nic nie będzie, kazałyśmy się odwieźć do hotelu, rykszarze jednak nie wiedzieli gdzie to jest i wysadzili nas gdzieś na głównej ulicy. Nieco błądząc w końcu dotarłyśmy do naszego hotelu, gdzie dano nam obiecany lepszy pokój. Wykłóciłam się też, żeby dano nam czystą pościel i ręczniki, i troche na nich nakrzyczałam.

Zmęczona się położyłam. Od rana bolał mnie trochę żołądek. Po południu się pogorszyło i kompletnie się rozłożyłam, tak że mama musiała wezwać lekarza. Tym razem poprosiliśmy hotel, żeby kogoś załatwili, żeby było szybciej.

Kiedy przyszedł lekarz aż się zdziwił , że taka jestem blada. Zbadał mnie i zawołał pielęgniarza, a czekając na niego próbował mnie trochę porozśmieszać. Plotkował i dopytywał się o Polskę.

Pielęgniarz dał mi aż 2 zastrzyki!!! Od razu się lepiej poczułam, bo jeden był na wzmocnienie. Dostałam też tonę lekarstw, które musiałam przez kolejne dni jeść przed i po jedzeniu.

Moja choroba nieco pokrzyżowała nam plany, ponieważ przez kolejne dni nie miałam już siły, ani ochoty na typowo turystyczne zwiedzanie.

<< Poprzedni dzień | Następny dzień >>