Powrót

25 Luty 2010

Oblicza Varanasi

Łodzią po Gangesie i malowanie

Tego dnia czułam się już o wiele lepiej ale jeszcze bardzo słabo. Odpoczywałyśmy sobie więc w restauracji hotelowej, która okazała się bardzo dobra.

W południe musiałam iść do lekarza na kontrolę, bo inaczej przyszedłby robić mi kolejne zastrzyki :)) Mama, która wczoraj jechała z lekarzem na motorze do jego gabinetu i ponoć znała drogę, prowadziła nas krętymi uliczkami, na których wciąż coś śmierdziało mojemu wciąż jeszcze wrażliwemu nosowi. Oczywiście zgubiłyśmy się ze sto razy, ale w końcu dotarłyśmy do małego gabineciku. Przed wejściem trzeba zdjąć buty. Całe pomieszczenie składa się z ciasnej poczekalni i właściwego gabinetu lekarza, który w drzwiach ma małe okrągłe okienko, przez które podgląda kto właśnie przyszedł. Jak tylko weszłyśmy pozdrowił nas i zamówił nam herbatkę (nie chaikę, tylko czarną herbatę z przyprawiami i cukrem oczywiście, ale bez mleka). Pan doktór bardzo się ucieszył, że już mi lepiej i zaprosił jutro na kontrolę.

Wieczorkiem wynajęłyśmy łódkę i popłynęłyśmy na drugą stronę Gangesu, gdzie sobie w szkicowniku malowałam ghaty.

<< Poprzedni dzień | Następny dzień >>