28 Luty 2010
Powrót
Lot do Helsinek i z Helsinek do Warszawy, ostatnie przygody i luksusowy pobyt w warszawskim Mariocie
Już się skończył mój wymarzony miesiąc w Indiach!!! Aż nie mogę uwierzyć, że to już cały miesiąc minął. Wcale nie chcę wyjeżdżać. Zakochałam się w Indiach po uszy. A w dodatku dziś jest Holi i nikt mnie nie pomazał :(
Wstałyśmy wcześnie rano i szybko się spakowałyśmy i nawet nie zdążyłyśmy już zjeść śniadania, tylko wskoczyłyśmy do taksówki na lotnisko.
Zdziwiło mnie bardzo, że na lotnisku w Delhi tak mało jest sklepów z pamiątkami i restauracji. Kto jak kto ale Hindusi zawsze bardzo dbają o to by nie zabrakło ani jedzenia, ani świecidełek, lotnisko jednak świeci pustkami. Pewnie zabroniono zbyt wielu sklepów tam umieszczać ze względów bezpieczeństwa.
Wszystkie bagaże dokładnie mam prześwietlano i nas też. Jednak moje obawy co do nadbagażu nie były potrzebne, ponieważ zdaje się nie zwracano na to uwagi przy bookowaniu (ja miałam tylko 2 kg więcej, a widziałam, że obok ktoś miał 8 kg nadwagi).
Lot minął nam bezproblemowo, obejrzałam ze 4 filmy, szkoda tylko, że tak mało dano hinduskich filmów (tylko Wanted z Salmanem Khanem - ale ile go można oglądać?).
W Helsinkach zjadłyśmy sobie obiadek, a potem mama miała samolot do Berlina więc nastąpiło łzawe pożegnanie. Dalsza podróż była już trochę smutniejsza....
W Warszawie zatrzymałam się w Mariocie, hehe... To był pomysł mamy, żebym sobie odpoczęła i w ogóle, a ja byłam bardzo ciekawa jak tam jest oczywiście. Trochę snobistycznie, ale pokój nawet fajny, choć szczerze mówiąc nie wiele się różnił od takiego Radissona, albo Ibisa czy Holiday Inn. Co prawda była wanna, no i łóżko bardzo wygodne, chyba miało ze dwa materace, no i ten widok...... Szczególnie wschód słońca bardzo imponująco wygląda... Można zmienić zdanie o Warszawie. Z góry o tej porze wydaje się złotym, całkiem spokojnym i uporządkowanym miastem, tylko czarne kolosalne wieżowce psują tą harmonijną kompozycję.
