3 Luty 2010
Koleje indyjskie
Podróż z Delhi do Jaisalmeru
Tego dnia miałam kryzys. Bałam się, że nie wyjdzie nam wyjazd i w ogóle... Aż mnie brzuch rozbolał. Aby poprawić mi humor, mama zaciągnęła mnie na dół (miałyśmy pokój na 3 piętrze) do sklepiku w naszym hotelu. Okazało się, że sklepik był całkiem nieźle zaopatrzony i mama wreszcie mogła sobie kupić kilka bluzek, żeby nie wyglądać zupełnie jak turystka. Mnie oczywiście też kupiła strój. Od razu mi się poprawiło... Strój tym razem złoty, zrobiony z jedwabiu, w stylu punjabi, zrobił furorę w kolejnych dniach.
Po zakupach kończyłyśmy jeszcze pakowanie, a następnie wyruszyłyśmy na dworzec, który okazał się być dość daleko. Na dworcu i na peronach nie jest tak strasznie jak to zwykle turystów straszą, że tłoki i złodzieje, i że oszukują z biletami. Nieprawda!!! Wszystko działa nawet sprawniej niż u nas. Wszyscy pasażerowie, którzy mają miejsca zarezerwowane są spisani na kartkach, wiszących na danym peronie, a później na danym wagonie. Na dworcu przy wejsciu przybiegają tragarze żeby nosić walizki po schodach, bo przejście na inne perony jest nad peronami i trzeba iść po stromych schodach w górę i w dół. A te zwinne chude chłopaki zarzucily walichy na głowy i pędem pobiegli na peron, znaleźli nasze imiona na liście i zaprowadziły w odpowiednie miejsce, gdzie miałyśmy czekać na nasz pociąg. Oczywiście trzeba było im zapłacić. Czy dużo czy mało to nie bede mówić, to sprawa indywidualna. Ja jednak uważam, że w ich interesie jest prosić o więcej, a w moim ciągnąć w dół i to naturalna kolej rzeczy.
W wagonach jest zupełnie inaczej niż u nas. Przede wszystkim wagony są o wiele szersze. Jechałyśmy w klasie A2 czyli w prawie najlepszej, wyżej jest już tylko A1. Łóżka były cztery - 2 z jednej strony i 2 z drugiej, tak więc można było sobie spokojnie usiąść na łóżku. Taki czterołóżkowy przedział oddzielony jest od przejścia kotarą. A po drugiej stronie mieszczą się jeszcze dwa łóżka, na dole i na górze. Te boczne są lepsze, bo na dole są dwa okna... Nam się trafiły łóżka na górze. Bardzo twarde...
Pociąg się spóźnił i przybył do Jaisalmeru 3 godziny później niż zaplanowane. Już myślałyśmy, że nikt na nas nie będzie czekał, bo mial ktoś po nas wyjść z hotelu. Ale czekał i to sam szef!!!! Ale o tym w kolejnym poście napisze bo to już kolejny dzień!!!!
