4 Luty 2010
Baśniowy Jaisalmer
Pierwszy leniwy dzień - poznawanie ludzi z "naszej uliczki"
Tak jak wspomniałam w poprzednim poście, na dworcu w Jaisalmerze czekał na nas Arvind - szef hotelu Desert Boys, w którym zarezerwowałysmy sobie pokój. Okazało się że przyjechało jeszcze dwoje turystów i nie mieścimy się w rykszy, którą zamówił Arvind. Wtedy Arvind zakomenderował, że mama ma jechać w rykszy, a ja mam iść za nim. Nie mając pojęcia o jego zamiarach popędziłam za nim. Musicie wiedzieć, że Hindusi bardzo szybko chodzą i turysta dosłownie za nimi musi biec, aby im dotrzymać kroku. Tak wieć dobiegłam do Arvinda, a ten siedzi na motorze i zaprasza mnie na tylne miejsce. Niesamowicie wygląda indyjski krajobraz z jazdy na motorze, szczegolnie, że mój kierowca się nie patyczkował i pędził przez zakurzone drogi, a potem w górę, w górę i do fortu po krętych uliczkach, podskakująć na "śpiących policjantach" i jakichś odpływach kanalizacyjnych czy rynienkach. Było superancko!!!!!
Trzeba tu wspomnieć o tym, jak bardzo zmienił się klimat i krajobraz w porównaniu z tym, jaki zostawiłyśmy w Delhi. W Jaisalmerze przywitał nas upalny, spieczony słońcem dzień, zaś naokoło nas rozciągał się piaszczysty krajobraz, gdzieniegdzie urozmaicony pustynnymi krzewami. Fort w Jaisalmerze, to jedyny na świecie jeszcze zamieszkały fort. Wygląda wspaniale, choć z początku może przeszkadzać lekki smrodzik, spowodowany kiepską kanalizacją. Kręte uliczki z krowami, małymi kramikami i wciąż wyskakującymi ludźmi, witającymi cię przyjaznym "namaste" i pytającymi w biegu skąd jesteś, i te pięknie przyozdobione balkony i okna. To wszystko daje wrażenie jakby się wkroczyło do średniowiecznego miasteczka, w którym wszyscy się znają i w ogóle ich życie kręci się własnym biegiem.
Pisząc o Jaisalmerze trzeba wspomnieć o stanie Fortu. Jak wspomniałam, system kanalizacyjny nie jest w najlepszym stanie. Mówią, że to z powodu zbyt dużego zużycia wody, przeludnienia i takie tam... Oczywiście najchętniej by zamknięto fort, wyrzucono mieszkających tam ludzi i turystów i zrobiono z niego kolejne puste muzeum. Ale żaden z mieszkańców się na to nie zgodzi i mam nadzieje, że nigdy do tego nnie dojdzie. Kanalizacje i inne problemy trzeba naprawiać, a nie ich się bać. Mówi się, że koszty naprawy kanalizacji wyniosłyby ok. 60 mln rupii, przecież to 1 mln euro - to nie tak dużo na taką inwestycję. Myślę, że można by było znaleźć fundusze i naprawić kanalizację. A jeśli chodzi o przeludnienie to jeszcze nigdy nie widziałam za dużo ludzi w Indiach, ani w Delhi ani w Jaisalmerze. W forcie gdy wieczorem wyszłyśmy się przejść na ulicach było bardzo mało ludzi i miasto wydawało się bardzo ciche, prawie jak na wiosce. W ciągu dnia tłumy zaś robili turyści, ale oni przeważnie przebywali w forcie 1 do 2 dni.
W hotelu dostałyśmy piękny pokoik dekorowny typowymi rajastańskimi rzeźbieniami. Mieścił się on na samej górze, zaraz obok miałyśmy taras, z ktorego rozciągał się widok na zabudowania poza fortem. Po drabinie można było wejść na dach, na którym podawano jedzenie z hotelowej restauracji.
Po krótkim odpoczynku postanowiłyśmy się przespacerować po forcie. Było już ciemno, ale i tak przed każdym domem ktoś siedział, witał i zapraszał żeby wejść i obejrzeć sklep albo proponował chaike. Poznałyśmy w ten sposób właścicieli sklepików z ulicy przyległej do naszego hoteliku i innych pobliskich zakątków.
