5 Luty 2010
Królewski Jaisalmer
Strasznie dużo zwiedzania w najlepszym wydaniu
Rano po śniadanku postanowiłyśmy najpierw obejrzeć świątynie dżiniskie Jaisalmeru bardzo znane z powodu ich wspaniałych dekoracji. Było już dość późno, tak po 11, a świątynie te otwarte sa tylko do 12. W forcie znajduje się cały kompleks świątyń, na który składa się 7 małych świątyń. Dużo by tu pisać o dżiniźmie... Jest to religia powstała mniej więcej w tym samym okresie co buddyzm. Jej wyznawcy odznaczają się tym, iż nie jedzą w ogóle mięsa, oraz żadnych warzyw, które rosna pod ziemią, czyli ziemniaki i cebula i takie tam opadają! Dżinista musi wypełniać 5 reguł - praw, a które składa się nie pobieranie podadku, nie kłamanie, nie jedzenie mięsa itd. Wszystkiego nie pamiętam. Wszystko to nam obiaśniał bardzo miły pan przewodnik, który oprowadził nas po wszystkich świątyniach. Same budowle odznaczają się fantazyjną i przebogatą dekoracją, takim czystym "horror vacui" (lęk przed pustą przestrzenią). Wspaniałe i bardzo skomplikowane plecionki roślinnne opatulają kolumienki, gzymsiki, z rogów wystają fantazyjnie poskręcane postacie w tańcu, bądź w namiętnym uścisku. Świątynie w czasie uroczystości oblewane są mlekiem z wodą, tak że nimi opływają. We wnętrzu znajduje się posąg proroka, gdyż Dżiniści czczą 27 proroków, z których ostatnim jest Mahavira (żył w czasach Buddy).
Dżiniści w Jaisalmerze byli kupcami, stali się bardzo bogaci, maharaja nie mógł ich ignorować i pozwolił im budować swoje świątynie. W samym forcie prym wiodły dwie kasty- braminów i wojowników - rajputów. Maharajowie wywodzili się z rajputów.
Po zwiedzaniu świątyń udałyśmy się do Pałacu Maharvala Jaisalmeru, gdzie poznałyśmy historię Fortu.
Mimo całego dnia zwiedzania fortu wciąż miałam uczucie, że nie zdążymy czegość zobaczyć i zakomenderowałam żebyśmy jeszcze tego samego dnia wybrały się na wycieczkę po okolicy. Szef naszego hotelu wynajął nam samochód z kierowcą i drugim chłopakiem, którzy niestety nie bardzo umieli mówic po angielsku ale przy pomocy kilku słów po hindi i naszych rąk, jakoś się dogadawyliśmy. Tak dotarłyśmy do Amar Sagar - znowu świątynie dżiniskie - tym razem nad jeziorem, ktorego nie ma bo wyschło. Od trzech lat nie pada w Jaisalmerze i wszystkie jeziora - sagar - są wyschnięte. Mieszkańcy Jaisalmeru od zawsze czuli wielki szacunek dla wody i starali się często otaczać malowniczymi sztucznymi zbiornikami, gdzyż naturalnych tu brakuje.
Następnie zawieziono nas do Ludhurvy, poprzedniej stolicy Dynastii Bhatia, która rządziła Jaisalmerem. Obecnie można tam zwiedzać świątynię dżinijską. Niestety nasi kierowcy nie umieli nam nic więcej pokazać.
Kolejnym naszym przystankiem była opustoszała wioska Kuldara, z którą wiąże się bardzo tajemnicza historia.
Właśnie tu przywitał nas pewnien chudziutki staruszek, który wyciągnął z zapazuchy dwa flety i zaczął nam wygrywać cudowne melodie. Po jego domu biegały wiewiórki, a zza rogu wyglądal wielbłąd. Dziadek mówił nam z uśmiechem, że wszystko ma "kaput", ale muzyka temu przeczyła. Grał wspaniale.
Zaczęło już zmierzchać gdy dotarłyśmy do celu naszej wycieczki, czyli do Bara Bagh. Nazwa oznacza wielki ogród, chodzi jednak o cenotafy królewskie władców dynastii Bhatia. Są to pomniki grobowe tych władców. Tu odbywały się ich kremacje i sati królowych. Delikatne kopułki wsparte na smukłych kolumienkach tworzą malowniczy kompleks budowli na tle dziko porośniętego wąwozu, niegdyś niewątpliwie zalanego wodą. Cenotafy przepięknie prezentują się na tle zachodzącego słońca, kiedy ich złoty kolor piaskowca zlewa sie i harmonizuje ze złotem zachodzącego słońca. Wpaniałe doznania estetyczne burzą jednak wulgarnie współczesne i "pożyteczne" wiatraki powtykane wszędzie naokoło.
