Powrót

7 Luty 2010

Niedziela w Jaisalmerze

Pędem z pustyni do Kościoła!

Po obserwowaniu wschodu słońca i śpiącej jeszcze pustyni, poczekałyśmy jeszcze chwilkę, aż nasi chrapiący kompani się obudzą. Okazało się, że już późno, a my chciałyśmy zdążyć na 9:00 do kościoła w Jaisalmerze (80 km stąd). Soda jak się tylko zbudził, szybko wystartował, zawołał na nas i pędem pognaliśmy jeepem. Oczywiście zdążyłyśmy, nawet byłyśmy przed czasem.

Kościółek w Jaisalmerze stoi poza fortem i mieści się tu również szkoła. Przed wejściem trzeba zdjąć buty, kobiety siedzą po lewej a mężczyźni po prawej stronie. Oczywiście cały kościół był pełny i śpiewali wszyscy na cały głos pod przewodnictwem pewnej pani śpiewającej tradycyjnym indyjskim głosem. Kobiety były ubrane w przepiękne sari, eleganckie ze złotymi, delikatnymi wzorami i gdzieniegdzie powpinanymi błyskającymi kamieniami.

Msza oczywiście była po hindi i o dziwo jak śledziłam w śpiewniku piosenki to nawet mogłam śledzić słowa i próbować się dołączyć. Ksiądz chyba zauważył, że na mszy są turyści, oprócz nas jeszcze pewnien pan, więc próbował od czasu do czasu coś wtrącić po angielsku. Mocno też nakrzyczał na swych parafian, że nie znają imienia biskupa i papieża i że niedługo to pewnie zapomną  jak nazywa się ich ksiądz. Hindusi nawet się nie zaśmiali, pewnie się tym przejęli jak to Hindusi i już teraz nauczą się imion wszystkich notabli kościelnych na pamieć...

Po mszy rozdawano kawę (po indyjsku- z mlekiem, przyprawami i cukrem). Wtedy okazało się, że ten pan turysta to Polak, hehe! Jakiś geolog, który przyjechał robić pomiary na pustyni, jakby to tubylcy nie mogli robić, przecież oni lepiej znają swą własną ziemię. Pan wydał się wielce zadziwiony jak chwaliłyśmy i wysławiałyśmy gościnność, czystość i uprzejmość Hindusów. On dostrzegł za to, że dzieci od niego żebrały. Potem podszedł do nas ksiądz i opowiadał nieco o sytuacji kościoła katolickiego w tym rejonie. Nie pozwalają mu chrzcić poza terenem kościoła i w ogóle nałożonych jest mnóstwo restrykcji. Opowiadał też, że on pochodzi z południa z chrześcijan nawróconych jeszcze przez św. Tomasza apostoła. Trochę to zatkało naszego pana geologa, bo wydawało mu się chyba, że ksiądz jest jakoś niedawno nawrócony,nawet zrobił taką dziwną uwagę: "z których chrześcijan jest ksiądz - czy z dopiero co nawróconych?...

W każdym bądź razie, po miłej rozmowie i kawce pobiegłyśmy do naszego jeepu, w którym już czekał Soda. Wcale się jednak nie nudził na nas czekając, tylko już podłapał jakiegoś policjanta i z nim plotkował. Potem wróciliśmy do hotelu, gdzie w końcu mogłyśmy się umyć i zrzucić śmierdzące wielbłądami ciuchy.

Po południu chciałyśmy jeszcze poszukać słynnych rajastańskich jumków - kolczyków. Szef naszego hotelu posłał nas do handlarza starą, tradycyjną biżuterią rajastańską. Handlarz zaprosił nas do swego bogato z zewnątrz zdobionego domu. W pokoiku na górze przy chaice zaczął nam prezentować piękne indyjskie klejnoty i opowiadać ich historię. Jednak ta wspaniała biżuteria była za droga jak na nasze możliwości i musiał wciąż i wciąż pokazywać nam coraz tańsze, ale jak doszedł do tych najtańszych (jego zdaniem, bo moim to stanowczo za drogie były) to już mi się nie podobały te jumki. Wymigałyśmy się i szybko uciekłyśmy.

Wieczorkiem jeszcze pogadałyśmy z Sodą na tarasie przed naszym pokojem. Opowiedział nam wtedy o historii tej wioski Kuldara, którą odwiedziłyśmy kilka dni wcześniej.

W wiosce tej mieszkali bardzo bogaci kupcy z wyższych bramińskich kast. W tym czasie doradcą maharwala Jaisalmeru był Salam Singh, który kiedyś przejeżdzał przez wioskę i zobaczył piękne dziewczyny. Oczywiście zakochał się w jednej z nich i zażądał, aby mu ją dano za żonę. Jednak ani ona go nie chciała, ani nikt w wiosce nie chciał się na to zgodzić, bo minister był ze złej kasty. Strasi z wioski zebrali się więc i stwierdzili, że najlepiej będzie przenieśc się wszystkim mieszkańcom wioski na inne miejsce, bo zapalczywy minister tak szybko nie chciał odpuścić i już szykował się najechać wioskę, aby zabrać dziewczynę siłą. Tak więc mieszkańcy tej, jaki i innych związanych z nimi 25 wiosek, jednej nocy uciekli. Mowi się, że przenieśli się gdzieś na północ.

Soda jeszcze pokazał nam jak się wiąże turbany, demonstrując to na mojej głowie. Potem już jednak byłyśmy tak zmęczone, że poszłyśmy spać.

<< Poprzedni dzień | Następny dzień>>