31 Styczeń 2010
Przyjechałyśmy w wyjątkowo piękny ranek. Czerwone słońce tuż nad horyzontem witało nas w Indiach. Taksówkarze trochę zdziwieni (bo czekali na nas już dzień wcześniej -- niecierpliwie) porwali nasze walizki i pośpieszyli poprzez olbrzymie przestrzenie przy lotnisku do samochodu. Kierowca, Punjabczyk, wyjaśniał w szczegółach trudności i zalety jego życia w Delhi. Po chwili odpoczynku w hotelu Ajanta (Pahar Ganj) wyruszyłysmy na pierwszy rekonesans miasta.
1 Luty 2010
Tego dnia wynajęłysmy rykszę. Pan rykszasz powiózł nas przez same główne ulice, pełne przerozmaitych pojazdów, ludzi i kurzu. Zawinięte w dupatty i uzbrojone w aparat pstrykałyśmy zdjęcia ile się dało. Robiłyśmy przez to furorę, jako dwie sahibki w rykszy.
2 Luty 2010
Tego dnia postanowiłyśmy odwiedzić Nowe Delhi. Tym razem wynajęłyśmy samochód, którego kierowcą był Vishnu, młody chłopak z Nepalu. Bardzo miły i pomocny. Najpierw zawiózł nas do świątyni Laxmi Narayan - indyjskiej świątyni, która mimo iż wg Hindusów bardzo stara, została wybudowana w 30-tych latach XXw. Jak to we wszystkich świątyniach w Indiach, trzeba było tu zdjąć buty. Kazano też nam zostawić aparat w schowku więc nie mamy zdjęć. Świątynia robi wrażenie swoją czystością, poza tym nie zachwyca. Idole nie ukazują jakiś nadzwyczajnych zdolności artysty, który je wykonywał. Ciekawe są za to malowidła ścienne przedstawiające w różnej stylistycze mitologię indyjską wyjaśnianą cytatami w Sanskrycie.
3 Luty 2010
Tego dnia miałam kryzys. Bałam się, że nie wyjdzie nam wyjazd i w ogóle... Aż mnie brzuch rozbolał. Aby poprawić mi humor, mama zaciągnęła mnie na dół (miałyśmy pokój na 3 piętrze) do sklepiku w naszym hotelu. Okazało się, że sklepik był całkiem nieźle zaopatrzony i mama wreszcie mogła sobie kupić kilka bluzek, żeby nie wyglądać zupełnie jak turystka. Mnie oczywiście też kupiła strój. Od razu mi się poprawiło... Strój tym razem złoty, zrobiony z jedwabiu, w stylu punjabi, zrobił furorę w kolejnych dniach. Po zakupach kończyłyśmy jeszcze pakowanie, a następnie wyruszyłyśmy na dworzec, który okazał się być dość daleko.
4 Luty 2010
Tak jak wspomniałam w poprzednim poście na dworcu w Jaisalmerze czekał na nas Arvind - szef hotelu Desert Boys, w którym zarezerwowałyśmy sobie pokój. Okazało się że przyjechało jeszcze dwoje turystów i nie mieścimy się do rykszy, którą zamówił Arvind. Wtedy Arvind zakomenderował, że mama ma jechać w rykszy, a ja mam iść za nim. Nie mając pojęcia o jego zamiarach popędziłam za nim. Musicie wiedzieć, że Hindusi bardzo szybko chodzą i turysta dosłownie za nimi musi biec, aby im dotrzymać kroku. Tak więc dobiegłam do Arvinda, a ten siedzi na motorze i zaprasza mnie na tylne miejsce. Niesamowicie wygląda indyjski krajobraz z jazdy na motorze, szczególnie, że mój kierowca się nie patyczkował i pędził przez zakurzone drogi, a potem w górę, w górę i do fortu po krętych uliczkach, podskakując na "śpiących policjantach" i jakiś odpływach kanalizacyjnych czy rynienkach. Było superancko!!!!!
5 Luty 2010
Rano po śniadanku postanowiłyśmy najpierw obejrzeć świątynie dżiniskie Jaisalmeru, bardzo znane z powoduich wspaniałych dekoracji. Było już dość późno, tak po 11, a świątynie te otwarte są tylko do 12. W forcie znajduje się cały kompleks , na który składa się 7 małych świątyń. Dużo by tu pisać o dżiniźmie... Jest to religia powstała mniej więcej w tym samym okresie co buddyzm. Jej wyznawcy odznaczają się tym, iż nie jedzą w ogóle mięsa, oraz żadnych warzyw, które rosna pod ziemią, czyli ziemniaki i cebula i takie tam, opadają! Dżinista musi wypełniać 5 reguł- praw, na które składa się nie pobieranie podadku, nie kłamanie, nie jedzenie mięsa itd. Wszystkiego nie pamiętam. Wszystko to nam obiaśniał bardzo miły pan przewodnik, który oprowadził nas po wszystkich świątyniach. Same budowle odznaczają się fantazyjną i przebogatą dekoracją, takim czystym "horror vacui" (lęk przed pustą przestrzenią). Wspaniałe i bardzo skomplikowane plecionki roślinnne opatulają kolumienki, gzymsiki, z rogów wystają fantazyjnie poskręcane postacie w tańcu, bądź w namiętnym uścisku. Świątynie w czasie uroczystości oblewane są mlekiem z wodą tak, że nimi opływają. We wnętrzu znajduje się posąg proroka, gdyż Dżiniści czczą 27 proroków, z których ostatnim jest Mahavira (żył w czasach Buddy).
6 Luty 2010
Rano, gdy jadłyśmy śniadanie, już myślałam, że nie odbędzie się dziś nasze safari, bo gęsta mgła osiadła nad całą okolicą. Bałam się, że nic nie zobaczymy oprócz nosów naszych wielbłądów. Okazało się jednak, że poranna mgła szybko ustąpiła, a my o 13:30 ruszyłyśmy na naszą pełną przygód wyprawę. Rano przed wyjazdem jeszcze zdecydowałyśmy się na przechadzkę po Jaisalmerze. Zaproszono nas po drodze do pewnego sklepu, gdzie młody chłopak o imieniu Al Pacino zachwalał swoje "salwar kamizki" i zapraszał nas byśmy przyszły na drugi dzień.
7 Luty 2010
Po obserwowaniu wschodu słońca i śpiącej jeszcze pustyni, poczekałyśmy jeszcze chwilkę, aż nasi chrapiący kompani się obudzą. Okazało się, że już późno, a my chciałyśmy zdążyć na 9:00 do kościoła w Jaisalmerze (80 km stąd). Soda jak się tylko zbudził, szybko wystartował, zawołał na nas i pędem pognaliśmy jeepem. Oczywiście zdążyłyśmy, nawet byłyśmy przed czasem.
8 Luty 2010
Rano się pakowałyśmy i powoli przygotowywałyśmy do wyjazdu. Póżniej udałyśmy się do bankomatu, przed którym w kolejce poznałyśmy muzyków, którzy jeżdżą po Europie grając i śpiewając tradycyjną indyjską muzykę. Jeszcze przed wyjazdem narobiłam dużo zdjęć Desert Boysom, którzy popisywali się i bawili się przed hotelem.
9 Luty 2010
Do Jaipuru przyjachałyśmy bardzo wcześnie, ok. 5 rano. Jeszcze nasz pokój w hotelu nie był gotowy więc polecono nam się ulokować w lobby hotelu. Zatrzymałyśmy się w hotelu Dera Rawatsar, niedaleko dworca autobusowego, w dzielnicy willowej ale bardzo blisko centrum. Hotel jest bardzo luksusowy, wręcz królewski. Lobby zaparło nam dech w piersi, mimo lekkiego zawodu, że nie mamy jeszcze pokoju. Po kilku godzinach, które spędziłam na uzupełnianiu tego bloga, zaproszono nas na śniadanie, a potem zaprezentowano nam pokój. Mieścił się na parterze, zaraz obok restauracji. Składał się z przedsionka z fotelikami i stolikiem i głównego pokoju z wielkim indyskim łóżkiem. Wszędzie ozdobiony był typowymi jaipurskimi dekoracjami w postaci wizerunków słoni (na kapach, kocach, nawet na stiukowych dekoracjach gzymsów). W przedsionku na ścianie namalowane były zielone papuszki. Cały wystrój pokoju nadawał królewski, kojący nastrój.
10 Luty 2010
Mama w ciągu ostatnich dni coś strasznie kaszlała i gardło ją zaczęło boleć jeszcze na safari wielbłądzim, więc postanowiłam sprawdzić jak działa nasza ubezpieczalnia. Zadzwoniłam i poprosiłam by przysłali lekarza jeszcze wczoraj, ale dopiero dziś się ruszyło i w końcu przyszedł lekarz. Bardzo poważnie potraktował mamy chorobę i dał jej dużo lekarstw i powiedział, że to alergia na kurz i brud, bardzo powszechna wśród turystów.
11 Luty 2010
Rano ruszyłyśmy do Parku Ranthambore, w którym chciałyśmy zobaczyć tygrysy. Okazało się, że Park jest dość daleko. Dojazd zabrał nam dobrych kilka godzin. Kiedy dojechałyśmy , wpadłyśmy jeszcze do jakieś restauracji, gdzie pośpiesznie coś zdjadłyśmy, a potem poleciałyśmy, żeby zdążyć na safari. Niestety wylosowałyśmy najgorszą drogę - nr 1. Najlepsze drogi to te w pobliżu jezior, bo w okresie suchym tam najczęściej się kierują tygrysy.
12 Luty 2010
Na ostatek zostawiłyśmy sobie cenotafy maharajów i maharani Jaipuru. Trochę nam zajęło czasu zanim nasz rykszarz (tym razem nowy - nie ten co poprzednio) zrozumiał o co nam chodzi. W końcu zawiózł nas do cenotafów maharani - są to pomniki grobowe na cześć żon maharajów. Tu też odbywały się ich pogrzeby. Ostatni miał miejsce akurat ok. 3 tygodni przed naszym przyjazdem. Królowa miała podobno ponad 90 lat.
13 Luty 2010
Raniutko wyjechałyśmy z Jaipuru do Agry pociągniem. Jak zwykle pociąg spóźnił się, nie dużo jednak, bo tylko godzinę. W czasie podróży mogłyśmy tym razem podziwiać krajobrazy, choć podziwiać to za wielkie słowo. Tereny przy torach, szczególnie na terenie miast są strasznie zaśmiecone.
14 Luty 2010
Dziś pojechałyśmy obejrzeć Fatehpur Sikri miasto, które Akhbar kazał wybudować w podzięce za narodzenie następcy. Słynny szejk Salim Ćiśti przepowiedział cesarzowi przyjście na świat trzech synów. Akbar zaczął budować miasto tam gdzie mieszkał święty i zaplanował je jako kulturalne centrum imperium (Fatehpur Sikri - znaczy Miasto Zwycięstwa). Po 14 latach miasto zostało opuszczone ze względów politycznych oraz niedostatku wody. Miasto składa się z zabudowań pałacowych i Wielkiego Meczetu, na którego dziedzińcu znajduje się grobowiec szejka Salima Ćiśtiego.
15 Luty 2010
Dziś obudziłyśmy się o 6 rano, by zobaczyć Taj Mahal o wschodzie słońca. Wczoraj umówiłyśmy się z rykszarzem, żeby po nas przyjechał. Ubrałam się dziś w sari, które kupiłam w Jaipurze (rajastańskie sari - dlatego zawiązałam je przez prawe ramię). Rano trochę było mi zimno...czekałyśmy i czekałyśmy i nikt się nie pojawił. Wróciłyśmy więc do hotelu, zjadłyśmy śniadanie i zamówiłyśmy inną rykszę. Do Taja dotarłyśmy już po wschodzie słońca, ale jeszcze dość wcześnie by obserwować jego doskonałą sylwetkę powoli wyłaniającą się z porannych mgieł.
16 Luty 2010
Ostatni dzień w Agrze postanowiłyśmy poświęcić na zwiedzenie grobowca Akhbara, który znajduje się na obrzeżach Agry. Idealnie symetryczny układ ogrodu i grobowca uderza monumentalizem. Można tu łatwo odczuć wielkość i dostojeństwo władcy, któremu wybudowano taki grobowiec.
17 Luty 2010
Gdy dotarłyśmy do hotelu odetchnęłam z ulgą, bo już byłam zmęczona podróżą i tym chaosem indyjskich miast. Hotel Ranjit's Lakeview znajduje się tuż nad wielkim jeziorem z dala od zatłoczonych ulic i kurzu. Dostałyśmy bardzo miły pokoik, najlepszy z dotychczasowych. Hotel ten jest przeznaczony dla Hinduskich biznesmenów, turystów zagranicznych prawie wogle tu nie ma. Możliwe, że właśnie dlatego standard tego hotelu jest o wiele wyższy niż hoteli turystycznych.
18 Luty 2010
Wokół Bhopalu znajduje się wiele miejsc godnych zobacznia. Są wśród nich zabytki ze wszyskich okresów historycznych. Jaskinie w Bhimbetka kryją prehistoryczne malowidła, zaś po drodze do nich można zauważyć masywną bryłę hinduistycznej świątyni średniowiecznej w Bhojpur. Jest wybudowana ku czci Siwy i wewnątrz znajduje się największa w Indiach, wykonana z jednego kamienia Siwa Linga. Sklepienie i portal ozdobione są tajemniczo wyglądającymi rzeźbami (w dużej mierze dzięki postępującemu rozkładowi). Przed świątynią odprawiana jest puja.
19 Luty 2010
Kolejnym stanowiskiem archeologicznym w pobliżu Bhopalu jest Sanci. Znajdują się tu najstarsze stupy buddyjskie, których początki sięgają cesarza Ashoki czyli III w. przed Chr. Są to praktycznie najstarsze zabytki sztuki indyjskiej nie licząc tych prehistorycznych.
20 Luty 2010
Dziś zwiedzałyśmy Bhopal. Najpierw udałyśmy się na nowy rynek, który zaskoczył nas uporządkowaniem i swoistą nowoczesnością w porównaniu do innych rynków w innych miastach. Zrobiłyśmy tu małe zakupy, min. zakupiłyśmy "maszynę komarową - moskito mashine". Zadziwiła nas różnorodność indyjskich warzyw i owoców na straganach.
21 Luty 2010
Do Khajuraho postanowiłyśmy pojechać samochodem. Miałyśmy już wiele doświadczeń z pociągami, poza tym do Khajuraho nie ma bezpośredniego połączenia kolejowego. Trzeba by jechać najpierw do Jansi, a dalej autobusem. Tak robi większość turystów, ale my nie chciałyśmy się męczyć i wybrałyśmy nieco droższy ale wygodniejszy sposób podróży.
22 Luty 2010
Rano poszłyśmy oglądać słynne świątynie w Khajuraho. Zaczęłyśmy od grupy wschodniej. Bardzo piekło słońce, ale we wnętrzach świątyń nawet było chłodno, tyle, że one są najciekawsze z zewnątrz. Sceny z kamasutry są przereklamowane i wcale ich tak dużo nie ma. O wiele ciekawsze są studia kobiet, które przedstawione są w każdym aspekcie życia codziennego: podczas tańca, kąpieli, czesania się, opieki nad dzieckiem. Potrety te są bardzo realistyczne i widać wielką dbałość o detale. Rzeźby świątyń zdają się wychwalać i głosić piękno kobiet, zarówno to cielesne, jak i duchowe.
23 Luty 2010
Raniutko wzięłyśmy taksówkę do Satny, najbliższego miasta, z którego odjeżdża pociąg do Varanasi. W hotelu polecono nam wyjechać o 7:00, mimo, że pociąg miałyśmy dopiero ok.12. Powiedziano nam, że są korki na drogach i dlatego długo się jedzie. Oczywiście byłyśmy w Satnie grubo przed czasem i nie wiedziałyśmy co ze sobą począć, bo na indyjskich dworcach nie ma nic ciekawego do roboty. Oddałyśmy więc nasze bagaże do przechowalni i wyszłyśmy w poszukiwaniu jakieś restauracyjki, żeby coś przekąsić i sobie posiedzieć.
24 Luty 2010
Po prawie nie przespanej nocy chciałam już szukać nowego hotelu. Stwierdziłam, że nie bedę jeść w restauracji hotelowej, więc wybrałyśmy się poszukać jakiegość innego miejsca. Znalazłam pewnien hotel Pallavi International, który na zdjęciach w internecie wyglądał obiecująco. Tam się wybrałyśmy na śniadanie. Zdziwiło mnie nieco, że dostałam czajkę w imbryku, a nie tylko małą filiżankę. W każdym bądź razie najadłyśmy się i trochę się lepiej poczułam, nie na długo, jak się to miało później okazać. Następnie obejrzałyśmy pokoje, trochę zbyt zwyczajne jak na swoją cenę, więc przed podjęciem ostatecznej decyzji postanowiłyśmy jeszcze zobaczyć inne hotele.
25 Luty 2010
Tego dnia czułam się już o wiele lepiej ale jeszcze bardzo słabo. Odpoczywałyśmy sobie więc w restauracji hotelowej, która okazała się bardzo dobra.
26 Luty 2010
Dziś postanowiłyśmy zwiedzić uniwersytet. Hindu Benares University jest bardzo słynną uczelnią. Kiedy szukałam studiów z historii sztuki indyskiej, to właśnie tu znalazłam największą ofertę i najbardziej interesujące perspektywy. Tu też można by uczyć się hindi i tańca indyjskiego.
27 Luty 2010
Rano się pakowałyśmy, a później pobiegłyśmy jeszcze zrobić ostatnie zakupy. Aż się łza w oku zakręciła.
28 Luty 2010
Już się skończył mój wymarzony miesiąc w Indiach!!! Aż nie mogę uwierzyć, że to już cały miesiąc minął. Wcale nie chcę wyjeżdżać. Zakochałam się w Indiach po uszy. A w dodatku dziś jest Holi i nikt mnie nie pomazał :(